Znasz to uczucie, gdy stoisz przed pełną szafą, a w Twojej głowie huczy tylko jedna myśl: „Nie mam się w co ubrać”? Anna znała to aż za dobrze. Każdy wtorkowy poranek wyglądał tak samo. Przymierzała trzy pary dżinsów, które piły ją w pasie, jedne cygaretki, które straciły fason po dwóch praniach, i legginsy, w których czuła się bardziej jak na siłowni niż w biurze. Efekt? Wyjście z domu w kiepskim humorze, garbienie się przy biurku, by ukryć źle leżący materiał, i narastająca frustracja.